31 Lipca 2010 Do końca roku 154 dni
Imieniny: Ignacego, Lubomira

Pogoda

Partly Cloudy Cloudy Partly Cloudy AM Showers Showers
22C 22C 23C 23C 21C
Sat Sun Mon Tue Wed

Kursy walut


Warning: file_put_contents(/var/www/virtual/poloniauk.com/htdocs/cache/curs_eur/curs_30-07-2010.xml) [function.file-put-contents]: failed to open stream: Permission denied in /var/www/virtual/poloniauk.com/htdocs/libraries/joomla/filesystem/file.php on line 298
 Date_format_spec.
pln PLN         
gbp GBP         
usd USD         
eur EUR         
Twórca Londyńczyków o swojej pracy na czarno PDF Print E-mail
Sunday, 14 March 2010 00:41
There are no translations available.

pracaqqNie tylko na szklanym ekranie pracował fizycznie za granicą. Rozmowa z Marcinem Tyrolem, aktorem, którego znamy między innymi z serialu "Londyńczycy".

 

 


 

 

- Tyle tylko, przyznam, podpatrzyłem w innej gazecie, ale gdzie, kiedy, tego już Pan tam nie mówił.

- Wyjeżdżałem trzy razy, w wakacje, zawsze do Oslo. Po raz pierwszy w 2001 roku. Studiowałem w krakowskiej PWST. Poznałem wtedy Barnabę, Włocha z Sycylii, który studiował reżyserię na  łódzkiej "filmówce". Miał nakręcić film na egzamin w szkole i cały czas mnie namawiał żebym w nim wystąpił. Tylko, że nie bardzo chciałem na to poświęcić wakacje i po prostu próbowałem się wymigać. Aż nagle on wpadł na skuteczny  pomysł. Poprosił kolegów obcokrajowców o pomoc. Zaoferowali, że pomogą mi w znalezieniu pracy w swoich krajach. Bo już wcześniej planowałem gdzieś wyjechać, aby popracować za granicę. Zgodziłem się, film skończyliśmy 14 lipca. Następnego dnia wraz z kumplem jechaliśmy do Oslo. Barnaba dotrzymał słowa. Na dworzec w Oslo wjechaliśmy około piątej nad ranem. I faktycznie czekał na mnie Norweg, którego zresztą nie znałem, z wielką tablicą z wypisanym moim imieniem i nazwiskiem.

- Czyli start mieliście, praca już czekała?

- Nie czekała i nie zamierzaliśmy pracować w jednym miejscu. Od początku dawaliśmy w gazecie ogłoszenia, że Polacy pomogą w różnych zajęciach. Pomogą, tak to określaliśmy, każdy wiedział, że chodzi o pracę i to na czarno. Wiele osób straszyło nas wcześniej, że będziemy mieć kłopoty z policją, że nas zgarną, deportują, a przedtem dostaniemy wysokie mandaty. Jak się jednak przekonaliśmy wtedy i w czasie tych dwóch kolejnych wyjazdów, nic szczególnego nam groziło. Po prostu na taką pracę było społeczne przyzwolenie, robiliśmy rzeczy, za które Norwegom brać się nie chciało. Raz tylko zadzwoniła pani, sądząc po głosie starsza osoba, pytając czy pracujemy legalnie? To usłyszała szczerą odpowiedź, wtedy zaczęła wrzeszczeć, że tak nie można, bo to niezgodne z prawem. Zadzwoniła tylko po to, by sobie pokrzyczeć.

- A jakie to były prace, których nie chcieli się podjąć Norwedzy?

- Żadne nadzwyczajnie ciężkie, czy męczące. Głównie bawiliśmy się w porządkowanie ogródków przy domach: koszenie trawników, wyrywanie krzaków. Oczywiście były też jakieś naprawy, budowlanka, czasem dom do wymalowania, taras do zbudowania. U niektórych pracowaliśmy kilkakrotnie, ci zaś polecali nas swoim znajomym, a to bardzo skuteczna metoda, by u kogoś znaleźć zajęcie. W każdym razie skuteczniejsza niż ulotki. Kiedyś zainwestowaliśmy po parę koron i je wydrukowaliśmy. Potem wrzucaliśmy do skrzynek pocztowych i jeszcze porozwieszaliśmy w różnych miejscach. Odzewu nie było praktycznie żadnego, w przeciwieństwie do ogłoszeń prasowych.

- Właśnie, można się w ten sposób utrzymać i jeszcze zarobić?

- Jak najbardziej, tylko raz przez ponad tydzień nie mieliśmy żadnego zlecenia. Już nie pamiętam, było to w lipcu, czy w sierpniu, gdy większość Norwegów wyjeżdża na wakacje. Poza tym robota była praktycznie codziennie, w dodatku od rana do późnej nocy. A pieniądze niezłe, braliśmy po sto koron za godzinę. Dużo pomagał nam fakt, że jesteśmy Polakami, co zresztą zawsze podkreślaliśmy w ogłoszeniach. Polacy, przynajmniej wtedy, mieli tam naprawdę dobrą opinię. Spotkaliśmy kiedyś grupę młodych Czechów, którzy próbowali zarabiać tak jak my, ale jakoś nie bardzo im szło. Za to nam pewne małżeństwo Norwegów pozwoliło kiedyś mieszkać przez dwa w swoim domu. Za darmo, to był duży dom, udostępnili nam całe skrzydło. Zaprzyjaźniliśmy się, do dziś utrzymujemy z nimi kontakt, z paroma innymi Norwegami też.

- Nie popsuliście chyba Polakom tej dobrej opinii? Przecież wiele prac na pewno robiliście po raz pierwszy.

- Wszystkiego można się nauczyć, a ja chyba dodatkowo odziedziczyłem jakieś zdolności budowlane. Niedawno skończyłem duży remont swojego mieszkania, z osiemdziesiąt procent prac wykonałem sam. Więc i w Norwegii najgorzej nie było. Choć oczywiście trafiały się roboty, których może nie będę wspominał. W każdym razie myślę, że jeszcze i dziś można jechać tam w ciemno i spróbować zarabiać jak my, powinno się opłacić. A na koniec przypomnę, że tam się bierze jak najwięcej jedzenia z kraju. My za pierwszym razem, nie wzięliśmy i musieliśmy przepłacać. Chociaż też nie tak dużo. Jak wszędzie mają tam kilka najtańszych i zjadliwych produktów. Zawsze coś się znalazło. Nie wybrzydzaliśmy, bardzo nam wtedy smakował chleb z pasztetem i cebulą.

Praca i nauka za granicą

Komentarze (0)

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

busy
Last Updated on Sunday, 21 March 2010 21:40