31 Lipca 2010 Do końca roku 154 dni
Imieniny: Ignacego, Lubomira

Pogoda

Partly Cloudy Cloudy Partly Cloudy AM Showers Showers
22C 22C 23C 23C 21C
Sat Sun Mon Tue Wed

Kursy walut


Warning: file_put_contents(/var/www/virtual/poloniauk.com/htdocs/cache/curs_eur/curs_30-07-2010.xml) [function.file-put-contents]: failed to open stream: Permission denied in /var/www/virtual/poloniauk.com/htdocs/libraries/joomla/filesystem/file.php on line 298
 Date_format_spec.
pln PLN         
gbp GBP         
usd USD         
eur EUR         
Message
  • This item isn't avaible
Życie na squacie PDF Print E-mail
Friday, 12 March 2010 21:36
There are no translations available.

squatartDla jednych to zwykli chuligani i cwaniacy. Dla innych prawdziwie wolni ludzie. Ale dziś squattersem zostaje się często z przymusu.

 

 

 


 

Są niemal w całej Europie. Ich największe skupiska można odnaleźć w Barcelonie, Amsterdamie i Genewie. Ale nawet w krajach takich jak Niemcy czy Włochy, gdzie zajmowanie pustostanów jest nielegalne, squattersi z powodzeniem osiedlają się w największych miastach. Znajdują opustoszałebudynki i adaptują je na mieszkalne wnętrza.

Squaty to jednak nie tylko dach nad głową. To towarzysząca człowiekowi każdego dnia wizja eksmisji, kradzieży czy groźba uzależnienia. Bo prócz organizowania inicjatyw artystycznych i społecznych, squattersi często sięgają po używki. Do tego dochodzi brak podstawowych wygód, jak prąd i woda.

Trudno też o skrawek prywatności. To o tyle wytłumaczalne, że squaty zamieszkiwane są zazwyczaj przez większą grupę ludzi, którzy tworzą coś na kształt komuny. Decyzje dotyczące budynku podejmują wówczas wspólnie. Ilu jest wśród nich Polaków? Tego nikt jeszcze nie szacował. Ale od czasu sprawy dzikich lokatorów z Clapham, którzy kilka dni po eksmisji z mieszkań komunalnych przenieśli się do pustostanów w Putney, o "naszych" jest głośno. Dotychczas szukali schronienia głównie na Wyspach i w kraju tulipanów. Szykują się jednak zmiany.

W Anglii na legalu

Zarówno w Anglii jak i Walii squatting jest legalnym sposobem osiedlania się. Nie znaczy to jednak, ze każdy pustostan można bez przeszkód zaaranżować na przyszły dom. Jak znaleźć odpowiedni budynek? Po pierwsze liczy się wnikliwa obserwacja. Po upatrzeniu konkretnego miejsca, które wygląda na opuszczone, należy je sprawdzać kilka razy w tygodniu, najlepiej o różnych porach dniach. Squattersi mają na to swoje sposoby. Oprócz oczywistych metod (kontrolowanie, czy w takim budynku nie pali się światło), są też bardziej wyszukane, jak wkładanie zapałki między drzwi i framugi. Jeśli zapałka spadnie, oznacza to, że ktoś był w domu z wizytą.

 

W dalszej kolejności należy też sprawdzić, kto jest właścicielem nieruchomości i dlaczego to miejsce jest opustoszałe. W tej kwestii trzeba jednak działać ostrożnie. Wypytywanie sąsiadów wraz z wyznaniem celu, nie jest najrozsądniejszym rozwiązaniem. W związku z nie najlepszą sławą squattingu, najlepiej działać dyskretnie. Zawsze z pomocą w ustaleniu takich informacji można zgłosić się do pobliskiego departamentu ds. zabudowy terenu czy Land Registry.

W przypadku drugiego rozwiązania przygotuj swoją kartę debetową bądź kredytową i zarejestruj się na Landregister. Za informacje o właścicielu (leasehold) zapłacisz 3 funty. W razie komplikacji z ustaleniem danych pomocy można szukać w takich organizacjach, jak ASS (Advisory Service for Squatters). Warto zapamiętać, by omijać budynki oznaczone "na sprzedaż" - jedynie gwałtowny krach na rynku nieruchomości mógłby pozwolić ci na dłuższe zajęcie takiego miejsca.

 

Kolejnym zadaniem jest dostanie się do środka. Takie budynki mają zazwyczaj powybijane okna czy wywarzone drzwi. Musisz jednak pamiętać, aby zaraz po wejściu do środka zadbać o zmianę zamków i naprawienie wcześniej wyrządzonych szkód. To w Anglii najlepszy sposób na to, by uniknąć oskarżenia o "criminal damage", tj. wandalizm. Nawet jeśli pojawi się u ciebie policja, pod wieloma względami jesteś chroniony prawem.

Oprócz zaświadczenia od firm dostarczających prąd i gaz o ustanowieniu na twoje nazwisko konta, warto mieć wtedy przy sobie "legal warning" (lista praw mieszkańców), którą można wydrukować ze strony www.squatter.org.uk. Jedynie w skrajnych przypadkach dochodzi do aresztowań, ale nawet wtedy przysługuje ci bezpłatna pomoc adwokata.

Jeśli szczęśliwie uda ci się na początku uniknąć kontaktów z policją, nie wolno tracić czujności. Podstawowa zasada squattingu mówi, że zawsze ktoś powinien być obecny w domu. Jeśli właściciel zorientuje się, że stoi on pusty, może ci go odebrać. Ale i na to Squatters Handbook daje rozwiązanie. Wystarczy przed wyjściem z mieszkania włączyć radio, czy wysłać na swoja skrzynkę kilka listów, tak by mieć dowód, że budynek jest zamieszkany.

Ostatecznie jeśli dojdzie do konfrontacji z właścicielem zawsze można postarać się o dwustronny układ - darmowe mieszkanie w zamian za pilnowanie posesji. To wbrew pozorom całkiem realistyczne rozwiązanie, które pozwala uniknąć obu stronom wysokich kosztów sądowych.

Kiedy na bruk?

Nie wszystkie przypadki zasiedlenia pustostanów kończą się dla squattersów happy endem. W Anglii wystarczy pozostawić miejsce bez opieki na chwilę, tak by właściciel dostał się do środka, by do eksmisji nie był potrzebny nakaz sądowy czy rozprawa.

Mieszkańcy takich pustostanów mogą zostać też usunięci na podstawie tzw. Protected Intending Occupier. Oznacza to tyle, że właściciel budynku może próbować udowodnić, że jego nieobecność była zaplanowana i jedynie czasowa. W przypadku rozprawy sądowej i orzeczenia o Interim Possession Order na twoją niekorzyść będziesz miał jedynie dobę na opuszczenie posiadłości. Więcej czasu daje bardziej popularne rozwiązanie, czyli Interim Possesion. Informacja o dokładnej dacie wyprowadzki powinna przyjść listownie.

 

Kraken gaat door!

Do tej pory przyjazne dzikim lokatorom było także holenderskie prawo. Jeśli budynek stał opustoszały przez minimum rok, a jego właściciel nie był związany umowami co do jego użytkowania w następnych miesiącach, wówczas mógł być legalnie przejęty przez squattersów. Do normalnej procedury należało też wezwanie policji i właściciela w sprawie inspekcji. Wówczas sprawdzano, czy faktycznie posesja jest zamieszkała przez dzikich lokatorów legalnie. Pod uwagę brano to, czy zamki w drzwiach do pomieszczenia są sprawne i czy znajdują się w nim podstawowe meble jak Łóżko, krzesło czy stolik.

Pojawił się nawet pewien rodzaj instytucji pomocowej. W większych holenderskich miastach działała tzw. kraakspreekuur - czyli godzina konsultacji dla nowoprzybyłych squattersów. Procedura przejęcia budynku była podobna jak na Wyspach - po pierwsze wywiad. W Holandii, by uzyskać informacje na temat lokalu, należało zadzwonić do Stedelijke Woning Dienst.

Kluczową kwestią było to, czy dany budynek jest mieszkaniem przydziałowym (distributiewoningen) - w przeciwnym wypadku należało szukać innego miejsca na squat. Tam też można się było dowiedzieć, czy obiekt był zameldowany jako pusty i czy ktoś składał już podanie o pozwolenie na zamieszkanie. O pustostany po przedsiębiorstwach należało pytać w Kamer van Koophandel (KVK). Natomiast dla osób chcących ustalić nazwisko właściciela właściwą instytucją był KADASTER.

Teraz jednak wszystko może się zmienić. Ostatnie wieści z kraju wiatraków są dla squattersów niepokojące. W październiku ubiegłego roku parlament holenderski przegłosował kontrowersyjną ustawę, w której squatting traktowany jest jak pogwałcenie prawa własności. Przestępstwem ma być zarówno osiedlanie się w pustostanach, jak i samo przebywanie na ich terenie. Każdy, kto nie podporządkuje się tym przepisom, może być aresztowany a jego rzeczy zgodnie z prawem wyrzucone z budynku. By regulacje weszły w życie, potrzebne jest jeszcze głosowanie w senacie i podpis królowej. Ale squattersi łatwo się nie poddają.

Regulacje wywołały już szereg demonstracji, których przekaz był jasny dla władz: Kraken gaat door! ("Nie zrezygnujemy ze squatingu!"). Przeciwnicy ustawy zaplanowali też ogólnokrajową akcję przejęcia ponad 20 pustostanów. Solidarność z nimi okazywały też grupy protestujących pod holenderskimi ambasadami w innych krajach europejskich. Jest jednak cień nadziei. O tym, że walka z zajmowaniem pustostanów jest daremna i zbyt kosztowna, przekonana jest zarówno policja, jak i władze największych holenderskich miast. Niebawem sprawa ma się rozstrzygnąć.

Praca i życie za granicą

 

 

 

Komentarze (1)

skloty najlepsze mieszkania
0
Nie ma lepszej mozliwosci zycia w Londynie niz sklot za nic nie placisz urzadzasz jak chcesz i czujesz ze to moze byc twoje za darmo
piko , March 12, 2010

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

busy
Last Updated on Sunday, 21 March 2010 21:44